„Jest
taka miłość, która nie umiera, choć zakochani od siebie odejdą.”
Epilog
*3 lata później*
Perspektywa Patty
-Wrócę po pracy kochanie! – powiedział James całując mnie
delikatnie w policzek i chwytając granatową marynarkę z krzesła, po czym
opuścił sypialnię. Ziewnęłam przeciągle i przetarłam zaspane oczy, myśląc o
nadchodzącym dniu. Minęły dokładnie trzy lata od mojego ślubu.
Od ślubu, śmierci
Harryego i Jessiego. No i odkąd ostatni raz Go widziałam.
Bez powodu nagle pogorszył mi się humor. Za każdym razem, kiedy próbuję myśleć
optymistycznie o naszym małżeństwie mam mieszane uczucia. Za dużo się wtedy
wydarzyło.
Wibracje pobudziły mój telefon do ruchu, a ja z grymasem na
twarzy zwlokłam się z łóżka, by go odebrać. Niall.
- Tak?
- Cześć, policjant w domu? – usłyszałam w słuchawce ten
dobrze mi znany, cichy głosik.
- Nie, pracuje.-
odpowiedziałam schodząc pod schodach w celu przygotowania sobie posiłku,
ale przerwał mi dzwonek do drzwi. Otworzyłam je zdziwiona dość wczesną wizytą,
ale w progu stał mój brat.
- To dobrze.- skwitował blondyn patrząc mi prosto w oczy i
rozłączając się, a ja rzuciłam mu się na szyję.
- Co tutaj robisz?- spytałam wesoło wpuszczając go do środka
- Chciałem cie zobaczyć, dawno się nie widzieliśmy. –
mruknął i poszedł do kuchni, a ja postanowiłam się przebrać w ubranie
codzienne. Kiedy wróciłam, ubrana i umalowana, śniadanie czekało już na mnie na
stole.
- Kiedy zdążyłeś to przygotować? –spytałam zdziwiona
siadając i przyglądając się bogato zdobionemu w pachnące potrawy stołowi, a
chłopak tylko machnął ręką.
- Miałem ostatnio sporo wolnego czasu.- uśmiechnął się
kwaśno, a ja zrozumiałam drugie dno tej wypowiedzi.
Od tego feralnego dnia Niall nie potrafi znaleźć swojego
miejsca w świecie. Łapał jakieś umowy o dzieło, projekty , ale nie potrafi
znaleźć sobie pracy na stałe. Do tej
pory wszędzie czuł się nie na miejscu…nie tak, jak z nimi wszystkimi.
- Jak się czujesz? – spojrzałam na niego troskliwie i
zajęłam miejsce na kanapie obok niego, a on jedynie zaśmiał się pod nosem.
-Zabawne, miałem cię spytać o to samo- pogłaskał mnie po
głowie, a ja splotłam nerwowo palce.
- Przyzwyczaiłam się już do tej sytuacji- powiedziałam cicho
patrząc w bok, a on jedynie prychnął.
- Jesteś pewna, że małżeństwo z rozsądku to dobry pomysł? –
świdrował mnie wzrokiem, a ja przygryzłam nerwowo wargę,.
- To była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć.- zacisnęłam
dłonie w pięści ,a Niall podniósł brwi.
- Okej, załóżmy, że ci wierzę. – mruknął, nie do końca
przekonany moim zachowaniem- więc, co chcesz dzisiaj robić? – zapytał, a ja
miałam już gotową odpowiedź.
- Mógłbyś mnie gdzieś podwieźć?
Byliśmy na cmentarzu. Ten tajemniczy urok miejsca, w którym
zostają na wieki nasi znajomi i rodzina był bardzo odczuwalny. Za bardzo.
Moje serce połamało się po raz kolejny na wiele kawałków,
kiedy przypomniałam sobie wszystkie najlepsze chwile spędzone z nimi. Byli
czymś więcej niż znajomymi. Po tym wszystkim zżyłam się z nimi i czułam, że
straciłam rodzinę.
- Spoczywajcie w pokoju. – szepnęłam stawiając znicze na nagrobku
i podążyłam w kierunku samochodu. Niall nie odezwał się nawet słowem,
wiedziałam, że walczył z łzami. Miał zaciśnięte wargi i lekko załzawione oczy,
a chłód dnia sprawił, ze jego policzki się zaczerwieniły.
- Niall? -szepnęłam kładąc mu dłoń na ramieniu i pociągnęłam
go za sobą, a on kiwnął głową i uśmiechnął się do mnie delikatnie.
- Harry lubił śnieg. Byłby zachwycony tą pogodą- szepnął, a
ja przytuliłam go.
- Na pewno jest szczęśliwy, że dajesz sobie teraz radę. –
powiedziałam, a on nie wytrzymał tego i rozpłakał się jak mały chłopczyk.
Cierpliwie czekałam, aż się uspokoi i głaskałam go po jasnych włosach.
-Patty, dziękuje.- powiedział, a ja wtuliłam się w niego.
Nie wiem, co bym
zrobiła, gdyby go zabrakło.
- Na pewno na ciebie nie czekać? –zapytał, kiedy wysiadłam z
samochodu, ale pokiwałam przecząco głową.
- Nie, dziękuje. Zadzwonię!- krzyknęłam i pomachałam mu,
kiedy odpalił silnik i odjechał, a ja skierowałam się w stronę lasu. Nie
musiałam się zastanawiać nad drogą, znałam ją już wystarczająco dobrze.
Kiedy znalazłam się w środku zaśnieżonego domku na drzewie,
ogarnął mnie sentyment. Nie wiem, dlaczego poprosiłam Nialla, żeby mnie tu
przywiózł.
Czułam potrzebę
przywołania Go, choćby w myślach. A tutaj szło mi to najlepiej. Tyle rzeczy, wspomnień,
rozmów, ile wydarzyło się w tej chatce…to skarb. Teraz, kiedy trochę podrosłam,
mogę to przyznać.
Usiadłam i poprawiłam niebieską czapkę i potarłam ręce, aby
się trochę rozgrzać.
- Gdzie masz rękawiczki, chcesz się przeziębić? – usłyszałam
TEN głos i natychmiast odwróciłam zszkowoana głowę.
Nic się nie zmienił. Ta sama skórzana kurtka, ten sam
kilkudniowy zarost, te same hipnotyzujące oczy.
Ta sama umiejętność
przyspieszania mojego serca na swój widok.
- Co tu tutaj robisz? –zapytałam zaskoczona, a on stanął
opierając się o jedną ścianę domku i podniósł brwi.
- To raczej ja powinienem cię o to spytać. W końcu to był
mój domek.- mruknął szorstko, a ja odwróciłam zmieszana wzrok. Miał rację.- pomyślałem o Harrym i
chciałem to gdzieś przemyśleć.- kontynuował, co zbiło mnie z tropu. Sądziłam,
że będzie mi kazał się stąd wynosić.
- Minęły już trzy lata.- szepnęłam, a on pokiwał w
zamyśleniu głową, jakby zapominając o mnie.
- Jak się miewasz? –spytał w ogóle na mnie nie patrząc,
jakby tylko z grzeczności. Przewróciłam oczami i powiedziałam:
- Dobrze. A ty? Jak twoje dziecko? –zapytałam, przypominając
sobie, jak Niall mówił mi o tym, ze Margaret trafiła do szpitala.
- Jasmine? Dobrze, rośnie i rozwija się niesamowicie szybko.
– mruknął z małym uśmiechem, na co moje
serce odżyło.
- A jak tam z Margaret?
- Nic. Dzielimy się wychowaniem naszej córki i tyle-
wzruszył ramionami, a coś w jego minie mówiło mi, aby nie pytać o szczegóły.
Podniosłam dłoń, aby poprawić szalik, a on w błyskawicznym
tempie znalazł się przy mnie i chwycił za nadgarstek.
- Nadal ją nosisz?- zapytał zdziwiony zauważając srebrną
bransoletkę, którą dostałam od niego trzy lata temu na święta. Wyszarpałam
swoją rękę i spuściłam głowę, a moją twarz oblał wielki rumieniec.
- Tęskniłem za tobą.- usłyszałam przy uchu jego kojący głos
i nie mogąc się dłużej powstrzymać, wtuliłam się w niego.
Siedzieliśmy w domku i przyglądaliśmy się zachodzącemu,
grudniowemu słońcu. Opierałam się o jego ramię i bez słów rozkoszowaliśmy się
tą chwilą.
- Niektóre rzeczy się nigdy nie zmieniają, prawda? – mruknął
cicho śmiejąc się pod nosem, a ja przytaknęłam z uśmiechem.
Nie liczyło się nic
poza tą chwilą.
Nie liczyło się to, co
wydarzy się jutro.
Nie liczył się czas.
Nie liczyło się to, co
się potem stanie.
W tej chwili, liczyliśmy
się tylko my, razem.
***
Cześć miśki!<3
Nie wierzę, że to prawdziwy koniec...
Epilog tak zbudowany, żeby każdy sam mógł w myślach dokończyć losy tej pary, pozytywnie lub też negatywnie.
Mam taką prośbę, skoro to koniec, chciałabym żeby każdy, kto czytał skomentował to w jakiś sposób.
Może to być jedno słowo i nie ważne, czy dzisiaj czy za parę lat- skomentuj, to dla mnie ważne.
To koniec "Some thing will never change" , ale nie martwcie się!
Już niedługo razem z Meredith ruszamy z nowym opowiadaniem!:)
Zaglądajcie tu co jakiś czas, bo wstawię tutaj link do niego.
A tymczasem, żegnam się z Wami:*
Dziękuje, wszystkim, którzy razem ze mną przeżywali przygody Patty:)